Wysłany: Czw Lut 04, 2010 10:42 am Temat postu: Pandora Hearts
W związku z ostatnią dyskusją o małej ilości tematów i niewielkiej aktywności użytkowników na forum, postanowiłem, że wreszcie założę tu konto i napiszę coś od siebie Mam nadzieję, że wybrałem dobry tytuł do omawiania, i temat nie „umrze” tak szybko… Wiem, że długość tego posta może odrzucać, ale stwierdziłem, jeśli już coś robić (tzn. pisać ) - to porządnie.
Tak więc – chciałbym porozmawiać o jednej z moich ulubionych mang, jaką jest:
Pandora Hearts
Mówi się, że Emisariusze przybywają z Otchłani, aby zabrać ze sobą tych, którzy popełnili straszne zbrodnie.
Oz Vessalius, dziedzic jednego z czterech rodów książęcych, właśnie kończy piętnasty rok życia. Jego życie jest bogate i beztroskie, jedynie nieustanna nieobecność ojca zdaje się burzyć ten sielankowy nastrój.
Jednak, wszystko zmienia się podczas przygotowanej dla naszego bohatera Ceremonii Dojrzałości.
Przebieg uroczystości zakłócają tajemniczy, znani dotąd jedynie z legend, Wysłannicy Otchłani.
Jakie przewinienie mogło ściągnąć na Oza ich uwagę? Odpowiedź pada dość szybko z ust przywódcy nieprzyjaciół:
-Twoim grzechem jest… Samo twoje istnienie.
Jedyną karą przewidzianą za taki „występek” jest oczywiście strącenie do wspomnianej Otchłani – do innego wymiaru pełnego straszliwych bestii, czyhających, aby pożreć zabłąkanego nieszczęśnika. Wyrok zostaje niezwłocznie wykonany, a nasz bohater pogrąża się w ciemnościach…
Co stanie się dalej? Czy Oz zdoła powrócić do swojego świata? Dlaczego jego istnienie zostało uznane za grzech? Kim jest Alice – tajemnicza dziewczyna, która wydaje się mieć związek z całą tą historią?
To tylko niektóre pytania, jakie zadawałem sobie po lekturze pierwszych dwóch rozdziałów (które w barbarzyński sposób tutaj streściłem).
Moja styczność z Pandorą zaczęła się co prawda od anime, ale wyglądało to mniej więcej tak:
1. Oglądam pierwszy odcinek, i szczerze mówiąc – bez rewelacji (W jakiś dziwny sposób przypominało mi to FMA – może to podobieństwo kreski i milutka atmosfera, która kojarzy mi się z dzieciństwem braci Elric)
2. Docieram do sceny z „Pokojem z Zabawkami” (kto oglądał – wie, kto nie oglądał – niech obejrzy )
3. O_O
4. Kończę pierwszy odcinek ( cały czas z takim -->(O_O) wyrazem twarzy)
5. Mocne postanowienie – Nie oglądać dalej dopóki nie przeczytam pierwowzoru
No i wpadłem w nałóg. Okazało się, że początek pierwszego rozdziału był chyba najtrudniejszy do przebrnięcia – może dlatego, że jest (imo) zupełnie inny od tego co się dzieje później. A dzieje się mnóstwo. W tej chwili ten tytuł oceniam na mocne 9/10 – jeśli manga utrzyma taki poziom (a jak na razie nie mam podstaw by twierdzić inaczej) to myślę, że ocena podskoczy do „dyszki”.
Bohaterowie są stworzeni wedle utartych schematów, jednak każdy z nich ma w sobie to coś, co nie pozwala ich wrzucić do worka z napisem „sztampa”. Nie mogę tu rozpisać się tak, jak bym chciał z uwagi na spoilery, wspomnę więc tylko o najważniejszych postaciach. Na samym początku, oprócz pary głównych protagonistów – Oza i Alice, poznajemy wiernego służącego Gilberta (który dorobił się już pokaźnej grupy fanek), luzackiego wujka Oscara (postać raczej drugoplanowa, ale scenki humorystyczne z jego udziałem powalają), a także tajemniczego Xerxesa Brake’a (skrzyżowanie Xellosa ze Slayersów i Faya z TRC). reprezentującego organizację Pandora.
Oczywiście, w miarę rozwoju fabuły pojawia się dużo więcej osobistości, w tym także bohaterowie negatywni. O nich dla odmiany nie napiszę wcale – uważam, że im mniej ktoś wie przed rozpoczęciem czytania, tym lepiej. Niech jedno będzie jasne – istnieją – i są świetni.
Ogólnie rzecz biorąc – myślę, że każdy czytelnik znajdzie wśród tej plejady barwnych postaci swojego ulubieńca.
Kreska nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale myślę, że można ją określić trzema słowami: naprawdę porządna robota. Postaci są narysowane schludnie, sylwetki są proporcjonalne, a twarze dobrze wyrażają emocje. Rzuciły mi się w oczy również nieźle zaprojektowane stroje, takie jak np. suknie balowe. Świat mangi jest stylizowany na Europę z XVIII/XIX wieku, więc wiadomo, czego można się pod tym względem spodziewać.
Na osobną uwagę zasługują sceny, których akcja rozgrywa się w Otchłani. Zepsute zabawki, drzwi prowadzące do nikąd, groteskowe monstra rodem z koszmarnego snu… Wygląda to psychodelicznie i tworzy naprawdę mocne wrażenie.
Jeśli chodzi o prowadzenie fabuły, również nie ma żadnych powodów do narzekań. Akcja nie toczy się zbyt szybko, ani zbyt wolno. Na początku istnieje wiele niewiadomych, które powoli, acz systematycznie są uzupełniane. Sceny z teraźniejszości przeplatane są retrospekcjami poszczególnych bohaterów, które wiele wnoszą do fabuły i stopniowo uzupełniają naszą wiedzę. Dużo jest tu momentów humorystycznych, jednak niejednokrotnie jesteśmy świadkami wydarzeń tragicznych i przygnębiających, które na długo zapadają w pamięć. Historia stopniowo nabiera głębi, a całość składa się na naprawdę wciągającą (jak dotąd) opowieść o przyjaźni, miłości i poświęceniu, którą wspomina się jeszcze długo po zakończeniu lektury.
Oczywiście manga wciąż się ukazuje, pozostaje sporo znaków zapytania, pojawiają się także nowe wątki wymagające wyjaśnienia – czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg.
(Dygresja: Pisząc ten tekst zdałem sobie sprawę, że formuła jest trochę podobna do tej stosowanej w serialu Zagubieni - czyli „układanka”, której kolejne elementy ujawniają się i wpasowują do reszty. Z tą różnicą, że w Pandorze te kawałki łączą się w sensowny sposób, a w ostatnich odcinkach Lostów – już niekoniecznie )
I jeszcze słówko o anime – w końcu obejrzałem wszystkie 25 odcinków, i generalnie jestem zadowolony. Nie zwróciłem uwagi na niedociągnięcia grafiki (często wskazywane jako główna wada tej pozycji), za to byłem wręcz oczarowany muzyką - Yuki Kajiura znowu pokazała klasę. Również dubbing stoi na wysokim poziomie (Zwei FTW!)
Najbardziej nie spodobało mi się odejście od fabuły pierwowzoru, które następuje ok. 23. odcinka. Jeśli twórcy uznali, że materiału źródłowego w postaci mangi jest zbyt dużo, mogli zrobić otwarte zakończenie będące wstępem do drugiej serii – a nie trzaskać kolejne odcinki, które na tle oryginału wypadają nieco żałośnie :/
Niemal równie denerwujące jest dla mnie dużo wcześniejsze wprowadzenie ważnej fabularnie postaci, mianowicie:
SPOILER – zaznacz tekst, aby przeczytać
Białej Alice, czyli Woli Otchłani. Co prawda pojawia się tylko na chwilę w 7 odcinku, za to twórcy zupełnie bezsensownie władowali ją do pierwszego endingu. Ktoś może uznać, że się czepiam, ale to odbiera połowę wrażenia „tej poprawnej scenie” w której ją poznajemy – czyli retrospekcji Brake’a. A ten moment był zrealizowany EPICKO – zarówno w mandze jak i anime.
Huh – się rozpisałem D:
Mam nadzieję, że zdołałem kogoś zachęcić do sięgnięcia po ten tytuł – naprawdę warto.
No i oczywiście – zapraszam do dyskusji. Czytałeś? Podobało się? Zamierzasz przeczytać? Dlaczego tak? Dlaczego nie? Kto wyszedł Ci w teście?
Ja tylko oglądałem anime.
Uważam, że było przeciętne pod każdym względem. Postacie też były średnio ciekawe i żadnej z nich bardziej nie polubiłem.
Więc oceniam anime 5/10.
Lecz mimo to szkoda, że nie ma zakończenia bo jednak ciekaw jestem jak to się skończy.
Muzyka owszem ładna, ale anime jakieś dziecinne jest czyli oglądając je płytkie ci się wydaje. Brakuje w tym anime czegoś bardziej wciągającego, dramatycznego lub choćby efektownego.
Kiedy zobaczyłam temat o Pandorze postanowiłam odpisać bo to naprawde świetna manga(i anime) a jak narazie jest o niej bardzo malo na polskich forach.
Od czego tu zacząć...postaci.Napewno są mocną stroną tego tytulu,chociaz na poczatku moga wydawac sie sztampowe,im dalej,tym bardziej nas zaskakują.
SPOILER Tu chciałabym wspomniec o dobrodusznym na początku Gilbercie ktory czuje w ostatnich chapterach dziwny pociąg do krwi,Vincent wbrew domysłom chce zapobiec kolejnej tragedii,a Oz lata z kosą i chce wszystkich powyżynać.Kurde zabrzmialo jak w jakims chorym trillerze O.O
Bardzo lubie Alicje,ktore rozbraja mnie swoimi pytaniami typu-co to zazdrość?mozna ją zjeść? czy pochłanianie kilogramów mięsa o każdej porzexD
Intrygujący jest też Break,cierpiący na jakiś niedostatek cukru i zjadający bez skrępowania ciasto razem z talerzykiem,ktory jak sie potem okazuje ma jakies powiazania z wolą otchłani*.
Zapomniałabym o Eliocie ktory zawsze ma jakieś wąty do każdego o wszystko i jako jedyny w tej historii jest chyba normalny-mówi Ozowi żeby się ogarnął(bo go wkurza oczywiście). KONIEC SPOILA
Fabuła jest pokręcona i to bardzo mi sie podoba,bo juz troche nudzą mnie siekanki bez fabuly,gdzie glowny bohater tylko expi.Tutaj nikt nie jest idealny-kazdy ma cos za uszami,kazdy ma jakąś tajemnice,ukryty motyw.
Każdemu komu spodobalo sie anime polecam mange,ktora naprawde wciaga,ma super klimat i fabułe,bo musze powiedziec ze zakonczenie w anime strasznie mnie zawiodło.
w teście wyszło mi że jestem JackiemxD
Fiuuu pierwszy post..
*W sensie Break,nie talerzykxDD
Yay! Wreszcie ktoś, kto to czyta! Już myślałem, że tylko ja i anfan słyszeliśmy tu o Pandorze.
anfan napisał:
5/10
Auć D:
Nieco zbyt surowy wyrok moim skromnym zdaniem.
Ja dałem anime 8/10, punkt niżej niż mandze. Rozumiem obniżkę o jeszcze punkt, do 7/10, bo grafika rzeczywiście może niektórych razić, ale… Dobra, o gustach się nie dyskutuje.
Na MAL 5/10 ma u mnie tylko Asura Cryin – przykład jak z fajnego pomysłu zrobić coś nijakiego i niestrawnego. Niżej mam jeszcze tylko wynalazki w rodzaju Dancougi i Yatamana
anfan napisał:
Muzyka owszem ładna, ale anime jakieś dziecinne jest czyli oglądając je płytkie ci się wydaje. Brakuje w tym anime czegoś bardziej wciągającego, dramatycznego lub choćby efektownego.
Czy ja wiem… Dramatyzmu to mi akurat nie brakowało – sceny w Otchłani, walki z Chainami, Baskerville, tragiczne przeszłości, Cheshire, WoA i mnóstwo innych rzeczy, które powinienem dawać w spoiler Ogólnie – u mnie pod tym względem Pandora ma plusa.
A że płytkie? Historia całkiem skomplikowana, rozciągająca się na 100 lat wstecz, dobrze wyreżyserowana – tu również nie mam się czego czepić. Wiadomo, że nie jest to Mushishi, czy Kino no Tabi, ale jeszcze dalej temu anime do drugiego bieguna – czyli Naruto, Dragon Ball itp. Tak więc obstaję przy swoim.
Elliot SPOILER
na początku rzeczywiście wydawał się jedną z normalniejszych postaci, ale w ostatnich chapterach zaczyna to nadrabiać Nie dość, że jakaś poczwara (Queen of Hearts oO) wycięła mu większość rodziny, to jeszcze ma chłopaczyna wizje z Sablier – coś czuję, że przed nim niewesoła przyszłość…
Gilbert z kolei okazał się być zindoktrynowany przez tajemniczego, wrednego dziada (a może to baba ), i nastawiony na niszczenie wszelkich wrogów Jacka – wygląda na to, że już mu przeszło, ale pytanie brzmi: w jakim celu tak go urządzili?
Break’a też mi żal – wszystko wskazuje na to, że szczęśliwego zakończenia to on raczej nie dożyje. Mam nadzieje, że się mylę, ale też nastawiam się na jakiś epicki Final Battle z jego udziałem.
Na MAL 5/10 ma u mnie tylko Asura Cryin – przykład jak z fajnego pomysłu zrobić coś nijakiego i niestrawnego.
Aż takie złe nie było. Zaczynając oglądać Asura Cryin wydawało się rewelacyjne zwłaszcza przez fajne postacie jak również wciągającą fabułę lecz jednak brakowało w tym anime tego co najbardziej lubię. Poza tym główny bohater to denerwujący głąb i jeszcze ten idiotyczny harem zrobili w Asura. Mimo to oceniłem je 7/10.
Bo jednak było ciekawsze od Pandory.
Pisałeś, że Pandora ma sceny dramatyczne. Ja uważam, że w tym anime nie było żadnego prawdziwego dramatyzmu. Raz dali na pokaz jakąś dziewczynę owładniętą przez łańcuch (prawie na początku) i tylko to mogło być smutne.
To co się działo odnośnie głównej bohaterki nie było smutne z tego powodu gdyż jest cały czas w anime i jej charakter jest dosyć wredny i głupi więc takie postacie mi się nie podobają. Odnośnie innych postaci też nic nie było smutnego.
Sądziłem, że anime będzie poważną wersją "Alicji", ale niestety bardzo się zawiodłem bo musieli je zrobić dziecinne.
Zaczynając oglądać Asura Cryin wydawało się rewelacyjne zwłaszcza przez fajne postacie jak również wciągającą fabułę lecz jednak brakowało w tym anime tego co najbardziej lubię. Poza tym główny bohater to denerwujący głąb i jeszcze ten idiotyczny harem zrobili w Asura.
[offtop] Po pierwszym odcinku też zdawało mi się, że wyjdzie z tego coś naprawdę dobrego – podobały mi się projekty robotów, sam pomysł z zamkniętymi w nich ciałami i związanym duszami też niezły; do tego demony i cyborgi – taki całkiem fajny miszmasz. Ale potem wszystko się popsuło i skręciło w stronę kompletnego absurdu. Np. – trzy wszechpotężne światowe organizacje to jakieś szkolne Rady Uczniowskie – no WTF?!
Swoją drogą o Asurze można by założyć temat – bo mógłbym jeszcze długo narzekać.
Ale wróćmy do Pandory.
anfan napisał:
Ja uważam, że w tym anime nie było żadnego prawdziwego dramatyzmu. Raz dali na pokaz jakąś dziewczynę owładniętą przez łańcuch (prawie na początku) i tylko to mogło być smutne. To co się działo odnośnie głównej bohaterki nie było smutne z tego powodu gdyż jest cały czas w anime i jej charakter jest dosyć wredny i głupi więc takie postacie mi się nie podobają. Odnośnie innych postaci też nic nie było smutnego.
Jeśli przez „dramatyzm” rozumiemy tylko i wyłącznie sceny zwyczajnie smutne (a nie np. trzymające w niepewności i napięciu), to rzeczywiście trochę nam się zmniejszy ich ilość, ale:
1. Nadal ich nie brakuje
2. Ich ilość nie stanowi imo wcale o jakości tego (czy jakiegokolwiek innego) tytułu – pisałem w pierwszym poście, że sceny tragiczne i humorystyczne (oraz zupełnie neutralne) przeplatają się tu w rozsądnych proporcjach.
Wymienię na szybko to co zapamiętałem z anime. Gdyby brać pod uwagę mangę – byłoby tego sporo więcej:
MEGASPOILERY 1. Oz odrzucony przez własnego ojca, który prosto w twarz rzucił mu: Nie powinieneś się w ogóle urodzić. Przez to zupełnie skrzywiony psychicznie i pozbawiony poczucia własnej wartości.
2. Z drugiej strony – ojciec Philipe’a, który zawarł pakt, aby zmienić przeszłość dla swego syna –ginie zabity przez Vincenta, a nieświadomy niczego chłopiec trafia do sierocińca. (Ten wątek ma w mandze swój dalszy ciąg, ale nie będę tak do końca spoilował.)
3. Cheshire dokonujący samobójczego poświęcenia, by uratować wspomnienia najukochańszej dla niego osoby. Smutne? Dla mnie jak najbardziej.
4. Alice – ta dawna Alice sprzed stu lat – słodka i niewinna, zamknięta w wieży odkąd sięga jej pamięć, musi znosić znęcającego się nad nią Vincenta, a później ginie brutalnie zamordowana. Tragiczne? Tragiczne.
5. Will of the Abbys – co do której mam podejrzenia, że jest właśnie tą słodziutką Alice. Delikatna dziewczynka zmieniła się w szaloną i okrutną (ale wciąż samotną) królową Otchłani. Przejmujące? Przejmujące.
6. Brake, który aby uspokoić własne sumienie, nie zawahał się zabić ponad 100 osób, po czym skończył na samym dnie otchłani, przeżył piekło i wrócił 30 lat później, by dowiedzieć się, że całe jego poświęcenie poszło na marne.
7. Córka Sinclairów, oszalała z rozpaczy po śmierci siostry - wezwała Chaina, który zabił zarówno ją, jak i całą rodzinę, czyniąc ofiarę Brake’a zupełnie bezsensowną (to było już chyba tylko w mandze). Czy to nie ironia okrutnego losu?
Jak nic z tego nie jest smutne ani dramatyczne, to ja się poddaję :/
anfan napisał:
Sądziłem, że anime będzie poważną wersją "Alicji", ale niestety bardzo się zawiodłem bo musieli je zrobić dziecinne.
Właściwie z oryginalnej Alicji to w Pandorze mamy jedynie imiona (i to niektóre) oraz nazwy rozdziałów w mandze. Ewentualnie możemy jeszcze porównać Otchłań do Krainy Dziwów (czy tam Czarów – jak kto woli). W sumie ciężko to nazwać nawet adaptacją. Co najwyżej opowieścią lekko nawiązującą do książki. Właściwie to nikt nie zapowiadał, że będzie inaczej...
Zadawałeś sobie pytania i sam na nie odpowiadałeś. Zabawne to było.
Już pisałem, że na mnie żadne z tych wymienionych przez ciebie scen nie robiły wrażenia bo były nudne, płytkie lub dziecinne, a te problemy/dylematy bohaterów mało mnie przekonywały.
Bo jeszcze należy umieć pokazać dramatyczne czy inne sceny. Nie wystarczy o nich mówić. Zresztą jak nawet pokazali coś poważniejszego, a trochę później znowu zachowują się jak klauni to niby jak to może się podobać ?
Humor również zdecydowanie był okropny i nie podobał mi się.
Te twoje 7 spojlerów pamiętam dokładnie z anime lecz jak pisałem nie miało to w sobie nic emocjonującego, a nawet jak przez chwilę tak było to głupkowate sceny skutecznie psuły nastrój. Już głównego bohatera (Oz) nie polubiłem bo był nudny i nieciekawy. Alicja też nie pokazała dosłownie nic za co by ją można polubić.
Podobieństw do oryginalnej Alicji było sporo choć równie dużo było zmian.
Zadawałeś sobie pytania i sam na nie odpowiadałeś. Zabawne to było.
To niegrzeczne z Twojej strony. Jakoś nie wyobrażałem sobie, że to co napisałem mogło kogoś urazić, albo zniesmaczyć. A takie czepialstwo skutecznie psuje atmosferę...
Cytat:
Już pisałem, że na mnie żadne z tych wymienionych przez ciebie scen nie robiły wrażenia bo były nudne, płytkie lub dziecinne, a te problemy/dylematy bohaterów mało mnie przekonywały.
No heeej - napisałeś, że w Pandorze nie ma smutnych scen, więc w odpowiedzi wymieniłem kilka, które moim zdaniem (podkreślam: moim zdaniem) są smutne. To taki powód do nerwów?
I cały czas zastanawiam się, skąd taka dyskusja o "smutnych scenach" oO Wcale nie napisałem nigdzie, że stanowią największą zaletę tego tytułu, albo coś w tym stylu.
Cytat:
Bo jeszcze należy umieć pokazać dramatyczne czy inne sceny. Nie wystarczy o nich mówić. Zresztą jak nawet pokazali coś poważniejszego, a trochę później znowu zachowują się jak klauni to niby jak to może się podobać ? Humor również zdecydowanie był okropny i nie podobał mi się.
To też już pisałem: Moim zdaniem (podkreślam...) równowaga między scenami jest zachowana, a przejścia płynne. Nie ma ani za dużo humoru, ani zbyt dużo tragedii emo-style. Co prawda piszę to z perspektywy osoby, która poznała już dalszy ciąg (po anime, wtedy robi się ogólnie mroczniej), ale z Twoich dotychczasowych reakcji wnioskuję, że nim również nie byłbyś zachwycony
Cytat:
Te twoje 7 spojlerów pamiętam dokładnie z anime lecz jak pisałem moim zdaniem nie miało to w sobie nic emocjonującego, a nawet jak przez chwilę tak było to w moim odczuciu głupkowate sceny skutecznie psuły nastrój. Już głównego bohatera (Oz) nie polubiłem bo imo był nudny i nieciekawy. Alicja według mnie też nie pokazała dosłownie nic za co by ją można polubić.
Fixed.
Przecież ja cię nie zmuszam, żebyś nagle polubił ten tytuł, przyznał mi rację i zaczął go wychwalać. Po prostu wyrażam swoje zdanie. Jakoś się nie obrażam, że Asura Cryin oceniłeś wyżej ode mnie - choć sam widzę sporo wad tego anime. W swoim drugim poście w tym temacie napisałem:
Cytat:
O gustach się nie dyskutuje.
Przecież nie zarejestrowałem się tutaj, żeby się z kimś kłócić :/
Z mojej strony koniec dyskusji, przynajmniej na dzisiaj - zmęczyłem się już.
Vincent znowu jest mroczny i szalony – ale nawet on nie wytrzymuje w starciu z Adą i jej skrywanym hobby. A jego reakcja – czysty owned . Dowiadujemy się także czegoś nowego o jego przeszłości – po raz kolejny okazuje się, że w dzieciństwie nie miał łatwo…
Wyjaśnia się również, że tzw. Headhunter nie współdziała z Baskerville’ami, a stanowi raczej coś w rodzaju trzeciej strony, której motywy są jak na razie nieznane. Zastanawiam się, czy może mieć on/ona jakiś związek z matką Oza. Dawno temu wspomniano, że lady Vessalius została prawdopodobnie zabita przez ludzi z domu Nightray – to wyjaśniałoby, „szczególne zainteresowanie” Headhuntera tą rodziną – ale po co miałby niszczyć pieczęcie wiążące Glena?
Jeszcze ciekawsze są wyniki śledztwa przeprowadzonego przez Brake’a, a dotyczącego właśnie Oza. Tuż po jego narodzinach, książę Zai miał zabrać niemowlę i COŚ z nim zrobić. Co dokładnie – nie wiadomo, ale poważną możliwością jest podmiana dziecka na inne (czyli na „Oza” którego znamy). To zdaje się wyjaśniać niechęć, jaką książę żywił do głównego bohatera…
W każdym razie, mamy pewne fakty i poszlaki, które wydają się mieć z tym związek:
1.Oz ma rzekomo nieść w sobie esencję (fragment duszy?) Jacka, której poszukuje Wola Otchłani.
2.Zarówno książę Zai, jak i Baskerville’owie działali według jakiejś starej przepowiedni. Najwyraźniej to z niej dowiedzieli się, jak rozpoznać „reinkarnację” Jacka, i kiedy dokonać strącenia w Otchłań.
3. Książę twierdził, że zrzucenie Oza w Otchłań zapobiegnie działalności Woli Otchłani w świecie zewnętrznym (patrz pkt 1). Tak mówi Lotti podczas przesłuchania przez Brake’a. Zdaje się więc, że książę adoptował dzieciaka po to, aby mieć go na oku, aż nadejdzie czas wypełnienia przepowiedni (choć najwyraźniej nie było pewności, że to akurat nasz Oz zawiera w sobie duszę Jacka – piszę o tym w następnym punkcie).
4. W 2. rozdziale – gdy zegar porusza się po tym jak Oz go dotknął – Zwei krzyczy: „Nie ma wątpliwości – To o niego chodzi!” (mniej więcej). Można stąd wywnioskować, że Baskerville’owie (a tym samym i książę) niemal do samego końca nie mieli pewności, że to właśnie nasz Oz jest wymieniony w przepowiedni.
5. Spotkanie z Glenem w Sabriel – Glen (mimo że był martwy od stu lat) skądś znał Oza – odróżniał go od Jacka i wiedział o nim całkiem sporo. Hmm…
Wciąż brakuje jednak wielu elementów układanki. Co stało się z prawdziwym synem księcia, i skąd wziął się „zamiennik” którego znamy? A może żadnej zamiany nie było, a książę dokonał np. jakiegoś rytuału i umieścił esencję Jacka w swoim synu?
Ogólnie Zai wyrasta na jednego z głównych kombinatorów, i jako jeden z nielicznych wydaje się mieć jakieś pojęcie o całej tej historii. Ciekaw jestem, co mogło sprawić, że głowa najwspanialszego z Czterech Rodów przeszła na stronę cienia - i to we współpracy ze "znienawidzonym" księciem Nightray...
I po raz kolejny - argh!! Gdy już myślałem, że powoli coś zaczyna się wyjaśniać – twórca dołożył następny ładunek pytań bez odpowiedzi…
MOAR!
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach