Oto kolejna z interesujących moim zdaniem mang - tytuł, który z odrobiną przesady można by nazwać komiksowym odpowiednikiem powieści historycznej.
Europa, początek XI wieku. Młody wiking Thorfinn jest członkiem bandy łupieżców dowodzonej przez sprytnego kapitana Askeladda. Jego niewiarygodne umiejętności walki sprawiają, że często wyznaczany jest do najtrudniejszych zadań, których nie podjąłby się nikt inny. Wybrać się na zwiad do zajętej przez wroga wioski? Usunąć dowódcę oblężonej fortecy? To idealna robota dla naszego bohatera. Jednak Thorfinn nie naraża życia dla zabawy, czy też dla pieniędzy – przyłączył się do bandy jedynie po to, aby któregoś dnia, w honorowym pojedynku zadać śmierć zabójcy swego ojca. Zabójcy, którym okazuje się nie kto inny jak właśnie Askeladd. Zdaje on sobie dobrze sprawę z nienawiści, jaką żywi do niego młodzieniec, i nie waha się jej wykorzystać do swoich celów – na pojedynek zgadza się jedynie po dobrze wykonanym zadaniu – i zawsze wygrywa…
Właściwa fabuła rozpoczyna się nieco wcześniej, od masakry w dniu św. Brycjusza – gdy anglosaski król Ethelred II wydał rozkaz wymordowania kilkuset duńskich osadników zamieszkałych we wschodniej Anglii. (Wydarzenie to miało miejsce również w rzeczywistości: 13. listopada 1002 roku.) Traf (?) chciał, że podczas pogromu zginęła również siostra króla Danii Swena Widłobrodego , co stało się dla Duńczyków pretekstem do inwazji na wyspy. I tutaj też, po raz kolejny (dopiero w roku 1013.) pojawia się nasza wesoła kompania, wspierając wojska Swena i przy okazji dbając o własne interesy (czyli paląc, gwałcąc i rabując). Jednak nic nie może trwać wiecznie – już niedługo sprawy bardzo się skomplikują…
Nie napiszę nic więcej, bo jak się rozpędzę to streszczę całą mangę Wiedzcie tylko, że fabuła rozwija się naprawdę ciekawie i wciąga wprost niesamowicie (w tej chwili jestem po ok. 50 rozdziałach). Generalnie zawsze interesowała mnie historia, więc Vinland Saga już na wstępie miała u mnie plusa. Ale okazało się, że osadzenie akcji na tle rzeczywistych wydarzeń to nie jedyna zaleta tego tytułu.
Jeśli chodzi o postaci, ciśnie mi się na usta jedno słowo: wyraziste.
Główny bohater Thorfinn, który więcej niż połowę swojego krótkiego życia spędził w towarzystwie najgorszych rzezimieszków, stał się kompletnie zobojętniały na ludzkie cierpienie i okrucieństwo otaczającego świata. Przynajmniej tak to wygląda z zewnątrz. Nocami bowiem wciąż zdarza mu się śnić o tajemniczej Winlandii, którą zna z opowieści dawnego przyjaciela – Leifa Erikssona.
Askeladd, który początkowo wydaje się tylko chciwym i cwanym bandziorem, okazuje się jedną z lepiej skonstruowanych postaci jakie do tej pory widziałem. Człowiek o trudnej przeszłości, zahartowany i zdecydowany aby osiągnąć swój cel. Jaki to cel? W skrócie – zmienić Danię i zmienić świat. Trzeba przyznać, niełatwe to zadanie, zwłaszcza, że w tym przypadku w grę nie wchodzi użycie mocy w rodzaju Geass
Na uwagę zasługuje również Thorkell Wysoki, przez wielu nazywany po prostu Potworem – człowiek olbrzymiego wzrostu, postrach pól bitewnych, podążający za naszymi bohaterami niczym Nemezis. Choć sprawia wrażenie wiecznie wyluzowanego, to ma obsesję na punkcie wojny i jest właściwie nieprzewidywalny. Jego pojawienie się zawsze zwiastuje kłopoty. Duże kłopoty…
Obowiązkowo należy jeszcze wymienić księcia Kanuta (zupełnie inny, niż jego historyczny pierwowzór ) i ojca Torfinna – Torsa, zwanego Trollem z Jom. Przydomek mówi właściwie wszystko – to jedyny człowiek, który pokonał Thorkella w bezpośredniej walce. Tors, chociaż pojawia się tylko w retrospekcjach i snach, jest również ważną postacią. Z jego ust padają słowa, które mogłyby być właściwie przesłaniem tej mangi – „Prawdziwy wojownik nie potrzebuje ostrza”.
Vinland Saga ukazuje się od roku 2005, i widać, że w tym czasie kreska mocno ewoluowała. Nigdy nie była brzydka, ale można powiedzieć, że im dalej, tym lepiej. Właściwie nie mam się za bardzo do czego przyczepić. Postaci są narysowane naprawdę porządnie (jedynym wyjątkiem był władca Franków w pierwszym chapterze – skrzyżowanie żaby z dojrzałym kartoflem…); elementy uzbrojenia, pancerze, okręty – wszystko jest ładne i dopracowane.
Bardzo dobrze zrealizowane są również sceny walk: pojedynków, potyczek, bitew itp. Ujęcia są dynamiczne i zrealizowane z zachowaniem odpowiedniej perspektywy. W tym miejscu należy się czytelnikowi ostrzeżenie:
Ta manga jest krwawa. Bardzo.
Jeśli kiepsko znosisz obrazki typu strzała z łuku w oko, czy roztrzaskanie głowy trzonkiem topora –odpuść sobie. Jeśli nie tolerujesz scen przesłuchań (czyli po prostu tortur), albo masakrowania wiosek – również odpuść. Gdy chodzi o przemoc, ten tytuł jest do bólu realistyczny – bez litości pokazuje co działo się na świecie 1000 lat temu (i co w niektórych miejscach dzieje się do dziś).
Właściwie nie wiem co mógłbym tu więcej napisać – chyba tylko standardowe: polecam.
Vinland Saga niestety nie dorobiła się jeszcze ekranizacji (co bardzo mnie dziwi), tak więc jeśli ktoś jest zainteresowany – pozostaje jedynie manga. Jednak naprawdę warto!
Przeczytałem kilka kolejnych rozdziałów, i mam parę wniosków:
1. Lucius Artourius Castus –> F***K YEAH! – naprawdę nie wiem, jak inaczej można by to wyrazić Żałuję tylko, że musieliśmy pożegnać tak fajną postać – gdybym robił ranking moich ulubionych bohaterów M&A, Askaladd na pewno zająłby miejsce w pierwszej dziesiątce.
2. Chapter 54 pod tytułem „Koniec prologu” – woah. Zastanawiam się, czy to tylko tak "dla picu", czy rzeczywiście VS rozrośnie się do takich rozmiarów jak np. „Berserk”.
3. Muszę cofnąć to, co powiedziałem o Kanucie – w ostatnich chapterach zaczyna naprawdę przypominać władcę, którego znamy z książek Jest twardy, chciwy i wredny – jak na prawdziwego króla wikingów przystało. Pytanie brzmi – czy naprawdę zatracił swoje ideały, czy to po prostu „maska” i środek do osiągnięcia założonego wcześniej celu?
4. Thorfinn jako niewolnik Po śmierci Askeladda najwyraźniej przeszedł jakieś załamanie nerwowe – trzeba przyznać, że to dość niespodziewany zwrot akcji. Miał szczęście, że trafił na w miarę porządnego właściciela.
Pojawia się też dwóch nowych bohaterów, którzy imo odegrają ważną rolę w przyszłych wydarzeniach – Kolega niewolnik Einar i szef żołdaków – Snake.
Ten pierwszy na tle pozostałych bohaterów wypada na razie dosyć nijako, ale może właśnie taka jest jego rola – człowiek z „normalnego” świata, który nigdy nie walczył, został ciężko doświadczony przez los, a mimo to zachował chęć do życia, którą być może zdoła „zarazić” Thorfinna.
O drugim nie wiadomo na razie zbyt wiele, ale myślę, że ma szansę stać się kolejnym, po Askeladdzie, mentorem głównego bohatera. Na razie wiemy, że umie walczyć nie gorzej (a może nawet lepiej) od pana A., budzi respekt wśród podwładnych, no i wydaje się być całkiem niegłupi. Poza tym, już na wstępie udowadnia zblazowanemu Thorfinnowi, że ten jednak nie chce tak po prostu umrzeć jako niewolnik w jakimś wygwizdowie Ogólnie - da się go lubić.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach